Lipton Russian GreyŚwiat od dawna jest podzielony. Miłośnicy „Satisfaction” udowadniają, że The Rolling Stones jest lepsze od The Beatles. Tatarożercy tłumaczą jarmużojadom, że w przyrządzaniu mięsa nie ma niczego nagannego. Hipsterscy cykliści patrzą z obrzydzeniem na pędzące przed ich nosem samochody. I vice versa. A każdego dnia spory fragment ziemskiej populacji sięga po filiżankę z kawą, gdy w tym samym czasie inny, równie spory fragment popija herbatę. W teh rywalizacji stanowczo opowiadam się po stronie kawoszy. Nie wyobrażam sobie poranka bez dwóch filiżanek gorącego, mocnego espresso. Napędza mnie i wywołuje ożywienie, niczym słowa Kim Ir Sena odtworzone z patefonu w północnokoreańskim domu. Nie znaczy to jednak, że od czasu do czasu nie mam ochoty na łyk gorącej, aromatycznej herbaty. I jeśli już spełniam tę zachciankę sięgam zazwyczaj po różne odmiany earl greya.

Lipton Russian Grey to produkt chyba nawiązujący do tego gatunku (typu) herbat. Piszę „chyba” bo fachowcem nie jestem, jednak zmysły, a i nazwa tak mi podpowiadają.

Wystarczy zanurzyć piramidkę na dosłownie kilka krótkich chwil w gorącej wodzie, by otrzymać pięknie pachnący napar. Jego smak przemawia do mnie i to miłymi frazami. Jest miły, zdecydowany, jednak nie narzuca się, nie jest „przeładowany smakiem”. Nie używam do kawy i herbaty żadnych słodzących dodatków. Jednak Russian Grey nawet nieposłodzony nie sprawia wrażenia mocno gorzkiego, wytrawnego. Jest jeden mały zgrzyt. Producent deklaruje pojawienie się cytrynowej nuty. Przypomina mi ona jednak ekonomiczne reformy wprowadzane przez każdy kolejny rząd. Szumna zapowiedź ma się średnio do rzeczywistości. Coś tam niby jest, ale nie tego oczekiwaliśmy.

Jestem człowiekiem, dla którego niekiedy kontakt z rzeczywistością jest wyzwaniem. A używając kulinarnej metafory: bywam roztrzepany jak jajka do omleta. Dlatego czasami zapominam np. o tym, że na kuchennym blacie od dłuższego czasu w moim ulubionym kubku parzy się herbata. Wielką zaletą liptonowego Russian Grey jest fakt, że nawet pozostawiona zbyt długo w wodzie nie sprawia, że napar jest nieznośnie mocny i wali w łeb, podniebienie i trzewia młotem zbyt ciężkich i intensywnych smaków.

Herbatę kupiłem w Tesco za prawie 8 zł. Polecam? Polecam!

Tagi: 

Share This
Close