Bolonia cz.1

Jedziemy i śpimy

Pierwszy raz do Bolonii trafiliśmy przez przypadek. Była to „stacja przesiadkowa” w czasie podroży do Umbrii (do Bolonii lecieliśmy samolotem, potem – samochód). Tak naprawdę spędziliśmy tam, my, czyli Żona Kochana, Syn Najlepszy i ja, po prostu ja, niespełna dobę. Ale to wystarczyło, żeby Bolonia namieszała nam w głowach jak pasek informacyjny TVP Info w umyśle wielbiciela pewnego mieszkańca Żoliborza. Dwa krótkie spacery. Tyle wystarczyło, żeby się w Bolonii zakochać się miłością wielką, szczerą, a po ostatniej wizycie w stolicy Emilii Romanii wnioskuję, że odwzajemnioną.

Spod mojego domu do Bolonii jest ok 1000 kilometrów. Jednak docieram tam szybciej, niż nad polskie morze, nad które mam 500. I w dodatku taniej. No, może za porównywalne pieniądze. Ten prawie cud jest możliwy dzięki liniom Ryanair. Przy odrobinie szczęścia bilet z Wrocławia do Bolonii i z powrotem można kupić za ok. 200 zł. I nie musi być tego szczęścia tyle, co przy wygranej w totka. I to nie szóstki, a zwykłej trójki. Bolonia jest wyjątkowo tanim kierunkiem i bilety w tych cenach, odpowiednio wcześniej kupowane, są naprawdę bez problemu dostępne. Ale żeby nie było zbyt pięknie, przy pierwszym locie do Bolonii pojawił się pewien zgrzyt. Był związany z samolotem i układem foteli. Otóż podstawiono specjalną wersję Boeinga dla osób, które na kilka tygodni przed lotem były zamknięte w pomieszczeniach, gdzie zamiast normalnych posiłków podawano kolejne porcje nagrań Ewy Chodakowskiej. Ale jazda z nogami podkulonymi pod brodę miała niewątpliwą zaletę: wróciły wspomnienia z błogiego dzieciństwa, kiedy to zdarzało mi się podróżować po dolnośląskich traktach pekaesowski autosanem. W drodze do Bolonii czułem się podobnie.

Często zdarza się, że lotniska, na których lądują samoloty tanich linii są bardzo oddalone od centrów miast. Jedną z zalet Bolonii jest fakt, że z lotniska do samego centrum miasta można dojechać taksówką (postój taksówek jest po lewej stronie od wyjścia z lotniska) w ciągu 15 – 20 minut. Oczywiście, można i szybciej. I wiem, że bolońscy taksówkarze są do tego zdolni. Dla nich każda linia na drodze jest przerywana, a każde światło zielone. Ale pewnie dzięki temu ich życie jest prostsze i płynie bez zbędnych przeszkód. Od razu słowo wyjaśnienia: poruszaliśmy się z rodziną taksówkami nie dlatego, że jesteśmy potomkami nowojorskiej finansjery, pokątnymi współpracownikami sołncewskiej mafii czy tajemniczych polskich tzw. elit. Po prostu przy trzech podróżujących osobach koszt dojazdu taksówką do centrum jest niewiele wyższy, niż specjalnym lotniskowym autobusem, a trwa znacznie krócej. Istnieje też zupełnie tania opcja: dojazd autobusem miejskim, z przesiadkami. Ale tej nie wybraliśmy, bo… bo nie! Tak. To najlepsze wytłumaczenie.

Gdzie spać w Bolonii? My sprawdziliśmy dwie opcje. Obie szczerze polecam. Pierwsza, odrobinę droższa, to Casa Miramonte. Niewielki pensjonacik położony w granicach starego miasta. Sympatyczni, bardzo pomocni właściciele, fajna lokalizacja, klimat. Wadą może być wielkość pokoi… pokoików. Jeśli z jakiegoś powodu masz nawyk nerwowego przechadzania się tam i z powrotem, to tu musisz powstrzymać nerwy. Albo twoje „tam” będzie oddalone od „z powrotem” o absurdalnie niewielką odległość. Sprawdzona, tańsza wersja druga to Albergo Giardinetto. Dzięki serwisowi booking.com i pojawiającym się tam zniżkom wynajęliśmy pokój za naprawdę sympatyczne pieniądze. A i miejsca było stanowczo więcej, niż w Miramonte. Niestety, świat nie jest doskonały – hotel Giardinetto jest położony naprzeciwko wielkiego szpitala i od czasu do czasu pojawia się złowrogi ryk syren przejeżdżającej karetki.

Z obu miejsc do Piazza Maggiore, centralnego punktu Bolonii można dojść sympatycznym, niespiesznym, odbywającym się w miłym architektonicznie otoczeniu spacerem w mniej więcej kwadrans. Oba miejsca oferują swoim gościom śniadania. Śniadania w formie tzw. „szwedzkiego stołu” (nie chodzi o to, że podają śniadanie na meblu z Ikei). Jest to jednak „włoski szwedzki stół”. Czyli, jakby to powiedzieć, jeśli pochłaniasz na śniadanie jajecznicę na boczku albo uśmiercasz batalion parówek spotka Cię zawód. A że nie chodzi o najstarszy zawód świata, pora już kończyć to pieprzenie i zacząć zastanawiać się nad kolejnym odcinkiem. Teraz w końcu będzie o jedzeniu (ale sprytnie i efektownie zakończyłem ten wpis). Cdn.

Zdjęcia: Żona Najlepsza Monika

Facebook

Reklama nas karmi

Instagram

Something is wrong. Response takes too long or there is JS error. Press Ctrl+Shift+J or Cmd+Shift+J on a Mac.

Smakademia jest w:

Durszlak.pl mytastepol.com
Share This
Close