Bolonia cz.2

Jemy makarony

 

Bolonia to idealne miasto dla inżyniera Mamonia. Inżynierowi Mamoniowi podobały się te piosenki które już kiedyś słyszał. „Przez reminiscencję”.

Bolonia to miejsce, które nie zaskakuje. I to mi się w nim piekielnie podoba. Pojechałem tam w poszukiwaniu prawdziwie włoskiego miejskiego klimatu i najczystszych włoskich smaków. I się nie zawiodłem. W ogóle Włochy to kraj, który mnie nie zawodzi. Kiedy pierwszy raz jechałem do Toskanii, miałem wyobrażenie o tym regionie jak amerykańska nastolatka z Oklahomy, która naczytała się romansideł rozgrywających się na podflorenckich wzgórzach, a film „Pod słońcem Toskanii” przechowuje na wszelki wypadek w siedemnastu kopiach. I nie zawiodłem się! To dostałem: pocztówkowe piękno i bajkowy klimat. Gdy jechałem na wesele, które miało odbyć się w niewielkim zameczku pod Perugią, liczyłem na niesamowity koktajl doznań kulinarno – estetycznych wart zapamiętania przez długi czas. I co się okazało? Każdy łyk tego koktajlu bezczelnie  i celnie uderzał do głowy, a przyjemnego kaca po jego wypiciu będę miał do końca życia.

Do Bolonii jechałem (z żoną i synem oczywiście) w poszukiwaniu „kuchennej włoskości”. Wiedziałem, że Emilia Romania ma piękne tradycje kulinarne, czekają tu na gości znakomite, klasyczne potrawy, a pochodzące z tego regionu produkty są równie znane w świecie, co obrazy Da Vinciego i sylwetka pani Bellucci. Jaki był efekt wyjazdu? Znów muszę przywołać polską komedię. To było „110% cukru w cukrze”!

Jednym z przydomków, jakimi określa się Bolonię, jest „la Grassa”, czyli tłusta. Określenie to wzięło się właśnie od tutejszych tradycji kulinarnych. Dla mnie jednak jest ono nie do końca trafione. Bo kuchnia bolońska jest nie tyle tłusta, co… syta. Tak, chyba to będzie lepsze słowo. Bo zez wątpienia sycące , i to bardzo, są wszystkie rodzaje królujących na tutejszych stołach makaronów. Miejsc, w których produkuje się świeży makaron (pasta fresca) i podaje na różne sposoby, jest mnóstwo. Celowo rozgraniczam te dwie sytuacje: pasta fresca możesz kupić nie tylko w barach i restauracjach, ale także w przybytkach oznaczonych często jako Pasta fresca laboratorio, czyli manufakturach produkujących makaron. Miałem okazję próbować go w kilku miejscach, w różnych odsłonach i, szczerze mówiąc, za każdym razem było bardzo dobrze, a nawet lepiej! Czego więc warto na pewno spróbować? Podstawa to najbardziej klasyczne al ragu, zazwyczaj tagliatelle. To danie – pułapka, mająca na celu udowodnić słabo rozeznanym w kulinariach odwiedzaczom bolońskich restauracji, że wiedzą o życiu mniej, niż mieszkaniec amazońskiej dżungli, wychowany w miejscu, gdzie jedynym źródłem informacji jest jakimś cudem satelitarny przekaz TVP Info. Dlaczego? Cały świat nazywa tę potrawę „bolognese” (jednym ze składników jest mięsno – pomidorowo sos). Cały świat, z wyjątkiem Bolończyków. Dla nich to al ragu. I właśnie to powinieneś zamówić, jeśli chcesz słynne bolognese dostać. To, i nic innego. A jeśli poprosisz o bolognese, nikt Ci facjaty nie obije. Kiedy jednak kelner zniknie z Twoim zamówieniem w kuchni, usłyszysz stamtąd radosny chichot rodem ze ścieżki dźwiękowej Benny Hilla.

Co jeszcze (gdzie, o tym za moment) z czystym sumieniem i brudnymi kulinarnymi myślami mogę polecić? Z pewnością różnego rodzaju pierożki. Szczególnie smakowały mi tortellini ze szparagami i śmietanowym sosem, a także, wyjątkowo mocne w smaku, ravioli nadziane świeżą szałwią, polane sporą porcją roztopionego masła. Na pewno warte uwagi są również tortellini z klasycznym mięsnym nadzieniem, z dodatkiem sosu na bazie świeżych pomidorów.

Jeśli zapytacie „gdzie jeść”, szczególnie polecam jedno ze sprawdzonych przez nas miejsc. To Osteria della’Orsa (wspomniane tagliatelle al ragu, tortellini ze szparagami). Położony blisko centrum miasta lokal, który zaskoczył nas nie tylko jakością potraw, ale także cenami. Były bardziej przyzwoite, niż treść melodramatu emitowanego w niedzielne przedpołudnie na antenie TV Trwam. Jeśli zechcesz trochę pospacerować w poszukiwaniu fajnych smaków, to odwiedź Mordi e fuggi, niewielką restaurację położoną przy Via Massarenti, którego szef osobiście dba o swoich klientów. Dodam, że tu, poza znakomitymi świeżymi makaronami (al ragu i mięsne tortelloni), dane nam było spróbować Melanzane parmigiana, lazaniopodobnego dania, w którym makaron zastąpiono płatami grillowanego bakłażana.

Mam nadzieję, że poziom nasycenia moją opowiastką o bolońskiej kuchni jest już wystarczający. Ale to dopiero pierwsza część. Druga porcja już wkrótce.

Facebook

Reklama nas karmi

Instagram

Something is wrong. Response takes too long or there is JS error. Press Ctrl+Shift+J or Cmd+Shift+J on a Mac.

Smakademia jest w:

Durszlak.pl mytastepol.com
Share This
Close