Jesień idzie. Nie ma na to rady. Myślę, że warto ten radosny fakt kulinarnie uczcić.

Dziś pierwsza część przepisów na jesienny obiad, który bardzo pasuje mi do widoków za oknem, a swoimi składnikami zaprasza szczerze tę porę roku do naszych garów.

Co będzie potrzebne?

czerwona kapusta / czerwona papryka / śliwki / ocet (ja użyłem jabłkowego) / cebula / goździki / ziele angielskie / masło / sól / pieprz / orzechy włoskie

Zaczynam od pokrojenia kapusty. Nie wygłupiam się i nie siekam na jakieś minikawałki. Za to dosyć drobno kroję cebulę.

Paprykę podpiekam w piekarniku. Robię to, żeby wyciągnąć z niej jak najwięcej smaku i żeby łatwiej ściągnąć z niej skórkę.

Ze śliwek wyciągam pestki. Kroję śliwki na niewielkie kawałki.

Orzechy siekam i prażę.

W dużym garnku, w którym będziemy dusić kapustę, rozpuszczam masło. Wrzucam goździki i ziele angielskie. Na wolnym ogniu oddają masłu swój smak i aromat.

W tym czasie na osobnej patelni duszę cebulę.

Po kilku chwilach (chwila to moja ulubiona jednostka czasu w kuchni, no może jeszcze „moment”) wyciągam przyprawy z masła. Można by je było zostawić. Po co jednak ma się nam w daniu pałętać coś twardego? Wrzucam posiekaną kapustę. Zalewam odrobiną wody i duszę, duszę, duszę…

Kiedy kapusta jest w miarę miękka (to też bardzo dokładne określenie) dodaję trochę octu. I dalej duszę. A potem: cebula, pokrojona pieczona papryka, kawałki śliwek. No i oczywiście sól i pieprz. Wszystko razem zostawiam na kuchence przez kilkanaście minut. Niech smaki i aromaty się połączą. Na koniec wrzucam prażone orzechy. Ich chrupkość złamie monotonnie tekstury duszonych, delikatnie miękkich składników.

Tak przygotowana kapusta była u mnie jednym z trzech elementów jesiennego obiadu. Dwa kolejne: proste, ziołowe grzyby i różowawe (miały być różowe, ale nie wyszło) kopytka z niespodzianką – jutro (tu jest przepis: kliknij). Zapraszam i życzę smacznego.

A tymczasem jesień idzie, nie ma na to rady…

Share This
Close