Dziś pierwszy dzień kalendarzowej jesieni. Dla mnie święto. Bo uważam jesień za najlepszą porę roku. Z idealną temperaturą, idealnymi proporcjami dnia i nocy. A jak święto, to i jego obchody. Uroczyste i ze smakiem. Świętować zacząłem już wczoraj, przyrządzając jesienny obiad. Złożyły się na niego: korzenna czerwona kapusta z pieczoną papryką i śliwkami (przepis znajdziesz tutaj/kliknij), różowe (choć miały być czerwone) kopytka z małą niespodzianką i grzyby z ziołową nutą. A że jesień przyszła ot tak, po prostu, to wszystkie trzy przepisy też są proste.

Co będzie potrzebne?

Kopytka

ziemniaki / jajko / mąka / koncentrat czerwonego barszczu / majeranek / kminek / pieprz / sól

Grzyby

grzyby / cebula / masło / rozmaryn / tymianek / sól / pieprz

Kopytka. Ot, zwykłe, ziemniaczane, najbardziej popularne kluchy. Wszyscy znamy ich najbardziej popularną, „klasyczną” wersję. Jednak wystarczy naprawdę niewiele, żeby je urozmaicić. Zarówno jeśli chodzi o smak, jak i o wygląd. Jak to zrobić?

Zaczynamy. Ziemniaki obieram, gotuję, rozgniatam, jak do pure. Potem studzę. Muszą być chłodne, inaczej będzie problem z wyrobieniem ciasta.

Do ziemniaków dodaję (w wersji klasycznej) jajko, mąkę sól i pieprz. Ale w dziś prezentowanym wariancie dorzuciłem jeszcze trzy dodatkowe składniki: majeranek, kminek i barszcz. Dwa pierwsze bardzo podkręcają smak i w ogóle świetnie pasują do ziemniaków. Barszcz miał nadać intensywnego, czerwonego (Bordowego? Mam „męskie” postrzeganie barw, przepraszam) koloru. Po prostu naszła mnie jakaś „plastyczna fanaberia” – chciałem, żeby pasowały do czerwonej kapusty. Jednak lenistwo nie popłaca. Nie chciało mi się iść do sklepu po buraczany koncentrat. Bo w wersji z barszczem kopytka stały się jedynie delikatnie różowe. Ale nasycone koncentratem będą naprawdę mocno kolorowe.

Lecimy dalej. Wyrabiam ciasto. Nie stosuję żadnych mikserów planetarnych i innych kosmicznych urządzeń. Ciasto musi być ugniecione, a potem ugłaskane. Formuję z niego wałeczki, z których wykrajam sporej wielkości kopytka. Gotuję je w osolonej wodzie do momentu, aż same wypłyną na powierzchnie. Podaję przysmażone na maśle.

Zachęcam do eksperymentowania z kopytkami. Świetnie sprawdzą się w nich przeróżne przyprawy i zioła. A jeśli chodzi o kolor, na pewno sprawdzi się drobno siekany szpinak, który sprawi, że kopytka będą zielone. Proste, smaczne i może być efektowne (za wyjątkiem wersji z barszczem).

Przepis na grzyby to też, podobnie, jak kopytka, nic szczególnego. Klasyka. Jednak lekko udoskonalona.

Grzyby czyszczę i kroję na dość spore kawałki. Cebulę siekam na duże pióra i wrzucam na rozgrzane masło (tylko masło, żadne oleje, żadne oliwy, broń boże margaryny). Trochę solę. Duszę, aż cebula stanie się miękka. Dorzucam grzyby i dodaję jeszcze ciut soli. I znów duszę do miękkości. Teraz jeszcze tylko standardowo pieprz. A oprócz tego dwa cudowne dodatki, które sprawiają, że zwykłe duszone grzyby nabierają naprawdę wyjątkowego smaku: rozmaryn i tymianek. Spróbuj. Efekt jest naprawdę niesamowity.

Wszystkie trzy potrawy (kopytka, grzyby i opisywana wcześniej kapusta z pieczoną papryką i śliwkami / tu jest przepis: kliknij) świetnie do siebie pasują i na powitanie jesieni są idealne. A do nich znakomicie pasuje odrobina jesiennej klasyki. Muzycznej. Smacznego 😊

Share This
Close