Tesco Finest EspressoUwielbiam kawę i żyć bez niej nie potrafię, nie mogę. Poranne podwójne espresso jest niezbędne do funkcjonowania. To taka obowiązkowa dawka leku przeciw niewyspaniu, która stawia mnie do pionu. A, jak powszechnie wiadomo, postawienie do pionu bywa konieczne, by trzymać poziom.

W sieci Tesco można natknąć się na serię produktów Tesco Finest. Słowo Finest może sugerować, że oferowane towary są naprawdę dobrej jakości. Mówiąc inaczej: trzymają poziom. Niestety, jest to sugestia podobna tej, że pierogi ruskie pochodzą z Rosji, a salceson włoski jest znany każdemu mieszkańcowi Neapolu.

Czy produkty Tesco Finest trzymają poziom. Pewnie trzymają. Ale w tym miejscu nasuwa mi się szczere pytanie: gdzie? Nie jest to pytanie „z niczego, czyli z głowy”. Pojawiło się ono po wypróbowaniu kawy Tesco Finest Espresso.

Jak wspomniałem na początku, espresso jest moim paliwem. Piję go dużo, miałem do czynienia z wieloma markami kawy przeznaczanymi do przygotowywania tego typu napoju. Od razu zaznaczę, że nie uważam się za kawowego ultrafachowca, superkipera itd. Żeby wyczuć w smaku kawy na przykład nutę czarnej porzeczki musiałbym pewnie zeżreć półtora kilo porzeczek, a potem popić łykiem mojego ulubionego porannego napoju. Ale ściemę potrafię rozpoznać.

Pierwsze, co mnie zaskoczyło po otworzeniu, nie powiem, przyzwoitego wizualnie opakowania to bardzo słaby aromat kawy. Praktycznie go nie było. Zazwyczaj gdy otwieram paczkę z kawą mieloną czy ziarnistą zapach łagodnie, ale bez zbędnej nieśmiałości, uderza nie w twarz. Tym razem tak nie było.

Jeśli chodzi o stopień zmielenia – nie jest źle. Ubita w sitku kawa przepuszcza wodę w odpowiednim tempie.

A teraz sprawa najważniejsza – smak. Producent starał się mnie przekonać, że picie tej kawy będzie naprawdę wyjątkowym przeżyciem. Robił to za pomocą niesamowitych opowieści znajdujących się na opakowaniu. Dowiedziałem się, że specjalnie wyselekcjonowane przez fachowców, wybrane ziarna, że bogactwo, że intensywność, radość, i tak dalej. Takich historii nie powstydziłby się sam Mistrz Verne. I podobnie, jak z twórczością Verne’a, można odstawić te marketingowe pierdoły na półkę z fantastyką. Bo zamiast, nawet namiastki, realizacji tych zapewnień otrzymujemy kilka łyków czegoś jedynie ekstremalnie gorzkiego i niesmacznego. Poziom goryczy mogę porównać tyko do tego, co czuliby kibice reprezentacji Hiszpanii, gdyby ich piłkarze przerżnęli z San Marino 4:0. Choć wtedy oprócz rozczarowania pojawiłoby się jeszcze niezłe wkurwienie. Z drugiej strony i odrobina tego uczucia po wypiciu Tesco Finest Espresso mi towarzyszyła.

Zapłaciłem za ten wyrób prawie 15 zet za niecałe 230 gramów.

Post scriptum. Do kawowych fanatyków i fachowców. Zapewne niektóre moje opisy doprowadzą Was do spazmów radości, bądź niepowstrzymanych ataków chichotu. Lecz jeśli już niekontrolowany śmiech będzie zagrażał Waszemu życiu lub zdrowiu, polecam, w celu otrzeźwienia i bolesnego powrotu na Ziemię, kilka łyków opisanego powyżej specyfiku.

Share This
Close