Mięsa nie ma?

W filmie Kazimierza Kutza „Perła w koronie” bohater, grany przez Olgierda Łukaszewicza, wróciwszy do domu po zmianie „na kopalni” pyta, spoglądając na stojący na stole talerz z ziemniakami:

– Mięsa nie ma?

Ten cytat jest jednym z wielu niezbitych dowodów na znaczenie mięsa w naszej kulturze kulinarnej (mój Boże, jak to zdanie poważnie brzmi!). Wcześniej pisałem o dyktaturze ziemniaka na polskim stole, ale prawda jest tak, że władza jest podzielona między ziemniaki a mięso. Tak jest i, jak się wydaje, nikt i nic na razie tego nie zmieni. Cały czas pokutuje w Polsce mit niedzielnego obiadu ze schabowym lub pieczonym kurczakiem. Bez tego niedzielny obiad niedzielnym obiadem nie będzie. Wszyscy wiemy jaką osobistością jest mielony. Znamy poziom szacunku, jakim Polacy obdarzają pieczeń i bitki. A kiełbasa? Toż to dobro narodowe cenione przez wielu bardziej, niż oryginał „Bitwy pod Grunwaldem”!

Mięso w naszym kraju miało nie tylko znaczenie kulinarne. Było czymś więcej. Było „wskaźnikiem poziomu wiecznie gonionego luksusu”. Przecież „za komuny” Boże Narodzenie to nie tylko choinka i prezenty. To również stół uginający się od cudem zdobytych wędlin. Wielkanoc to całe tony białej kiełbasy i szynki.

Ale nie mogło byc inaczej, skoro zdobycie kawałka baleronu wymagało pobudki o godzinie trzeciej rano i kilkugodzinnego stania w kolejce. Zresztą, w ten sposób jeden z bohaterów „Alternatyw 4”, pan Balcerek, komentuje, wspomniany już wyżej obraz „Bitwa pod Grunwaldem”:

– U nas jest to samo u rzeźnika, jak balerony rzucą. Z tym, że jest więcej kobit! (cytat może być niedokładny, ale chodzi o sens słów)

 

Więc może teraz, moi drodzy mięsożercy, skoro mięsa nie brakuje, skoro macie je na każde zawołanie, spróbujecie czegoś innego? Właśnie dlatego, że jest, odpocznijcie od niego. Przecież jeśli warzywka nie będą Wam smakować, zawsze możecie do mięsa wrócić.

 

Wegetariańska zupa pieczarkowo – kalafiorowa

 

Składniki:

warzywa na bulion: marchew, pietruszka, seler, por, cebula

liść laurowy

pieprz

ziele angielskie

kwiaty kalafiora

pieczarki

masło

kminek

kefir

sól

 

Z warzyw, ziela angielskiego i laurowego liścia przygotowujemy bulion (wrzucamy wszystko do zimnej wody i gotujemy dość długo na małym ogniu).

W gotowym bulionie gotujemy kwiaty kalafiora. Na patelni rozpuszczamy masło. Smażymy na nim pieczarki pokrojone w plasterki. Dodajemy do bulionu z ugotowanym kalafiorem. Doprawiamy solą, pieprzem, kminkiem. Całość „zabielamy” (nienawidzę tego słowa!!!!!!) kefirem. I już! Dowód na wielkość kuchni wegetariańskiej gotowy!

 

 

Znam to uwielbienie. Rozumiem tę miłość. Akceptuję ten szacunek. Ale czy nie warto jednak oddać od czasu do czasu hołdu kilku warzywom? Nie musi to być od razu „Hołd pruski”. Wystarczy mały, zwykły, niewielki hołdzik. Rodacy! Skrobcie marchewki! Róbcie kapustę! Pora na pora! Smacznego!

Share This
Close