Blogerzy, znający smak kurzu ukrytego w zakamarkach wykwintnych restauracji, specjaliści, twierdzący, że dobre menu powinno być krótsze niż włosy Kojaka, miłośnicy bezglutenowej karmy dla karpi i Ci, którzy wypadki drogowe miewają tylko z foodtruckami, powiedzą po tym wpisie, że jestem kompletnym amatorem, chamem i kuchennym prostakiem. Oto bowiem z całą stanowczością stwierdzam, że jeden z najlepszych serów, jakie w życiu jadłem jest zwykłym, masowym produktem (niecałe 3 Euro), czekającym spokojnie na swoich miłośników w supermarketowej lodówce. Nie jest produkowany o wschodzie słońca przez jednonogich, ślepych górali na zboczu alpejskiego stoku, a w normalnej, dużej normandzkiej fabryce. W dodatku należącej do gigantycznego koncernu (a fe!).

Boursin, bo o nim mowa, to świeży, kremowy ser dostępny w wersjach z różnymi dodatkami. I właśnie te dodatki są jego największą siłą. Moje ulubione wersje Boursina to czosnkowa z ziołami, pieprzowa oraz z szalotką i szczypiorem. Ktoś powie, że podobnych serów (kremowych w różnych wersjach smakowych) jest mnóstwo. Okazuje się, że nie. Bo tym, co wyróżnia Boursin spośród tłumu jemu – niby – podobnych, jest prawdziwość i szczodrość.

Kiedy sięgam po Boursin z pieprzem to czuję nie tylko smak pieprzu. Czuję PRAWDZIWY PIEPRZ. Wiem, że on tak jest. Że tłum sporych kawałków grubo mielonej, ostrej przyprawy niecierpliwie czekał na mnie ukryty w delikatnej, śmietankowej otoczce.

Smak tego z szalotką i szczypiorkiem może konkurować jedynie z twarogiem przygotowywanym przez moją babcię, która do rozrobionego tłustą śmietaną sera dorzucała kilka garści drobno posiekanych, świeżych, aromatycznych dodatków.

A jeśli ktoś by mi powiedział, że czosnek i zioła, użyte w takiej właśnie wersji, pochodzą z ogrodów Bureau international des poids et mesures w Sevre, że rosły metr od siebie i codziennie były podlewane jednym litrem wody – uwierzyłbym.

Dla mnie Boursin, w kategorii serków, nazwijmy je roboczo „do smarowania” jest absolutnym, bezapelacyjnym numerem 1. I podejrzewam, że jeszcze długo będę go uważał za ideał.

A na koniec chwila wyciszenia, oddech, spokój…

Trochę mnie poniosło, bo ten ser nie jest tak powszechnie dostępny, jak na początku stwierdziłem. Niestety, nie można kupić go w Polsce. Przynajmniej dotychczas go nie spotkałem. Jednak we Francji, Belgii, a chyba i Niemczech nie ma problemu, by zdobyć go w większości dużych marketów. Więc jeśli będziecie mieć okazję po niego sięgnąć, osobiście lub dłońmi znajomych, zróbcie to. A jeżeli okaże się, że jego smak Wam nie odpowiada, proszę o kontakt. Możecie mi nawrzucać za tę recenzję, a potem odsprzedać swój Boursin. Chętnie odkupię każdą ilość. Smacznego!

Share This
Close