Smakademia to miejsce, w którym, jak zauważyliście, dzielę się nie tylko pomysłami na dania i spostrzeżeniami związanymi z kulinariami, ale coraz częściej zdradzam swoje głębokie tajemnice. Dziś przyszedł czas na kolejne szczere i szokujące wyznanie.

Na co dzień jestem nieco wyłysiałym (ale tylko na głowie), chyba zbyt nerwowym, odrobinę za dużo ważącym mieszkańcem Dolnego Śląska. Jednak, gdy nikt nie patrzy, staję się pełnokrwistym południowcem, a konkretnie Włochem. A jeszcze konkretniej – bolończykiem. Cera mi ciemnieje, temperatura wewnątrz żył rośnie, na czoło opada kruczoczarna, ubrylantowana grzywa, a serce rzewnie śpiewa:

Lasciatemi cantare
Con la chitarra in mano
Lasciatemi cantare
Sono un italiano

No dobra. Może trochę mnie poniosło. Zwłaszcza z tą grzywą. Ale uważam się, jeśli nie za prawdziwego Włocha, to przynajmniej za niby Włocha. Zwłaszcza w kuchni. A objawia się to różnymi kulinarnymi eksperymentami, których wynikiem są najrozmaitsze niby włoskie dania. I taki niby włoski przepis mam dla Was dzisiaj.

Co będzie potrzebne?

ryż (a do niego bulion i masło – ale nie koniecznie, wyjaśnię) / brokuły / grzyby / kurczak / czerwona cebula / czerwone pesto / tarty ser / przyprawy: sól, pieprz, mielona czerwona papryka, mielony kminek, rozmaryn / olej

  1. Najpierw ryż. Można ugotować ryż w woreczkach. Jednak ja od dawna nie używam takiej wersji. „Zwykły” ryż (taki na wagę) wrzucam na rozgrzane roztopione masło i zalewam bulionem. Dusze go do miękkości. Ta wersja ryżu jest prosta w przygotowaniu, a o wiele smaczniejsza od tego w woreczkach. Dodam przy okazji, że w zależności od dania, do jakiego przygotowuję ryż, w trakcie duszenia można go doprawić np. curry.
  2. W osolonej wodzie gotuję brokuły.
  3. Na maślę dusze grzyby. Ja użyłem mrożonych, jednak pieczary pewnie też się znakomicie sprawdzą.
  4. Kurczaka (użyłem polędwiczek) marynuję w niewielkiej ilości oleju, dodając do niego sól, pieprz, czerwoną paprykę i mielony kminek.
  5. Na maśle duszę pokrojoną w kostkę czerwoną cebulę. Kiedy zmięknie, dodaję kurczaka i całość podsmażam.
  6. Mieszam wszystkie składniki, dodając sporo czerwonego pesto, dużo sera (ja użyłem Bursztyna – bardzo go lubię). Doprawiam sporą ilością rozmarynu i ewentualnie solą oraz pieprzem.
  7. Zapiekam w 180 stopniach przez ok. 30 minut (koniecznie pod przykryciem).
  8. Udając Włocha podaję.

To danie wykombinowałem dziś rano, szukając sobie zajęcia na sobotnie przedpołudnie. Robiłem je pierwszy raz i nieskromnie przyznam, że wyszło całkiem nieźle. No, może nie był to taka włoska petarda, by od razu wszyscy domownicy całowali mnie po rękach i mówili do mnie per „ojcze chrzestny naszej kuchni”. Ale gdzieś w zakamarku duszy niewielka, ubrylantowana, kruczoczarna grzywka nieśmiało dynda.

Share This
Close