Tesco Ogórki po kaszubskuUwielbiam narzekać i się wkurzać. To bardzo polska cecha. Takie narodowe hobby. Potrącony przez samochód na pasach Amerykanin, którego żona zdradziła z najlepszym przyjacielem, zapytany „Jak leci?” odpowie z pełnym przekonaniem: „świetnie!”. Kiedy Polak trafi szóstkę w totka, to spytany w centrali Lotto, tuż przed wykonaniem wielomilionowego przelewu na jego konta „Jak się Pani/Pan czuje?” westchnie: „Kurwa… Tom se narobił.”. Dlatego jako Polak z urodzenia i przekonania narzekam z pasją, zaangażowaniem, szczerze, prosto z serca i duszy. Wkurzam się na polityków, na program telewizyjny i dziennikarzy, ceny butów (chociaż kupuję je bardzo rzadko) i benzyny, pogodę, grę polskich piłkarzy (chociaż nie oglądam meczy) i współrodaków. Jestem także bardzo marudny, jeśli chodzi o jedzenie. To jeden z tych elementów mojego życia, do których wyjątkowo często się w swoich krytycznych myślach i słowach odnoszę.

Nie zgrywam się i nie uważam za kulinarnego recenzenta. To zostawiam innym, lepszym. Bądź przynajmniej przekonanym o swojej smakowej wiedzy. Nie określiłbym się również mianem kuchennego wyjadacza. Jestem po prostu zwykłym zjadaczem, który lubi pisać, o tym, co zjadł. A że lubię te zajęcie, to i w nim swoją druga pasję, narzekanie, staram się przemycać. Jak można wywnioskować z dotychczasowych wpisów na Smakademii, całkiem nieźle i to wychodzi. Ale nie bierze się to z przekonania  o kulinarnych kompetencjach, a raczej z tradycyjnej, polskiej, szczerej marudności.

Jednak raz na jakiś czas trafia się produkt, który muszę pochwalić. Nie jest mi z tym najlepiej, bo jakaś wewnętrzna siła mówi mi „dowal, dopiernicz!”. A tu nie ma jak. A jeszcze jeśli jest to jakaś marka własna sieci marketów, to od razu spod palców wyskakują mi określenia: dziadostwo, paskudztwo, porażka, do kosza. Ale w przypadku firmowanych przez Tesco „Ogórków po kaszubsku” musiałem się trochę powstrzymać. Od razu mówię: nie jest to produkt godny nagród na kulinarnych, światowych festiwalach. Ale nie ma wstydu! Więcej, jest całkiem nieźle.

Kiedy otworzyłem słoik, zobaczyłem sympatyczne, niewielkich rozmiarów ogóreczki, udekorowane całkiem sporą ilością papryki, ziela angielskiego, chrzanu, laurowych liści, cebuli i innych dodatków. Za wielkość daję duży plus. Także za, dające nie tylko pozytywne odczucia wizualne, ale przede wszystkim wpływające na smak składniki. Nie lubię, kiedy korniszony przypominają wyglądem stare, zielone i wysłużone kapcie emerytowanego leśniczego. Gdy są miękkie, rozciapane, a po ugryzieniu poddają się niczym napalony masochista podczas wizyty wystrojonej w lateks dominy. A Tescowe Kaszubskie radośnie i zdecydowanie chrupały przy każdym ugryzieniu.

Jeśli chodzi o smak, to tu pojawia się małe „ale” (no, nareszcie). Zalewa, w której pomieszkują sobie ogórki ma trochę za dużo octu w stosunku do pozostałych składników. Owszem, cały sens istnienia korniszonów opiera się na octowej zalewie. Jednak nie zaszkodziłoby dodać odrobinę więcej cukru. Ja także użyłbym octu lepszej jakości. Ten, który jest wykorzystany do produkcji Ogórków po kaszubsku jest zbyt ostry. Z drugiej jednak strony trzeba pamiętać, że mamy do czynienia z marką marketową, a nie produktem premium z górnej półki. Jeśli popatrzymy na to w ten sposób (a patrzmy, kto nam broni?), to jest naprawdę dobrze. Podoba mi się również szczera, ale nienachalna ostra nuta, która bardzo fajnie współtworzy odpowiednio długi, smakowy akord.

Zachętą do zakupu niech będzie, poza (niech to szlag, no ledwo mi przez gardło to przechodzi) walorami smakowymi, także cena. Ogórki po kaszubsku Tesco kosztują 4,79 zł. A to w tej kategorii produktów naprawdę nieźle.

Moi mili. Cóż mam zrobić? Muszę ten produkt polecić. Obawiam się jednak, że efektem tego wpisu będzie długotrwała i kosztowna seria psychologicznych seansów.

Share This
Close