Pamiętam czasy, gdy pomidory były produktem prawie luksusowym. W sklepach, na targowych straganach pojawiały się jedynie w sezonie. I mimo tego, że nie były dostępne ot tak, kiedy tylko miało się na nie ochotę, już jako dzieciak mocno je pokochałem. A może to właśnie ich niedostępność spowodowała erupcję tego uczucia? Nieistotne. Najważniejszy jest fakt, że pomidory na pewno mieszczą się w pierwszej dziesiątce moich kuchennych potrzeb.

Nie wyobrażam sobie kulinarnego funkcjonowania bez pomidorów pod ręką. Używam ich świeżych, suszonych, puszkowych, w formie przecieru. Dodaję je do dań ciepłych i zimnych. Siekam, kroję, smażę, duszę. Dlatego wydaje mi się (cóż za sprytny wybieg – „wydaje mi się”), że o pomidorach i ich smaku wiem naprawdę dużo. Nie bez znaczenia, jeśli chodzi o poziom ich poznania, były podróże, m.in. na Węgry i do Włoch. Tam pomidory naprawdę „są kimś”.

Pomidory dostarczają mi wiele kulinarnej radości. Ich smak, zarówno, gdy występują w roli głównej, jak i wtedy, gdy są tylko dodatkiem, sprawia, że napchana buzia szeroko mi się uśmiecha. Pewnie wynika to z faktu, że jednym z najważniejszych elementów w ich naturalnym dojrzewaniu jest słońce, które oddaje im ciepło i gorącą radość.

Przetestowałem wiele pomidorów w puszce i powiem szczerze, że Freshona jest według mnie w ścisłej czołówce tej kategorii. Fakt, opakowanie niezbyt zachęca do zdjęcia ich ze sklepowej półki. Jeśli już jednak zaryzykujemy, nagrodą za ten odważny ruch będzie naprawdę szczery uśmiech.

Pierwszy powód do uśmiechu: smak. Pomidory Freshona są naprawdę dobre. Ich esencjonalna „pomidorowość” jest mocno wyczuwalna. Balans pomiędzy delikatną słodkością a naturalną kwaśnością jest znakomity. Nie zawodzi także konsystencja produktu. Często zdarza się, że w puszkowych pomidorach sporą część blaszanego opakowania wypełnia wodnisty sok. Tu mamy solidne, ale nie za wielkie kawałki pomidorów. I nie są rozciapane, jak to często się zdarza w przypadku podobnych produktów.

Drugi powód do uśmiechu: wielość rodzajów. Ja doliczyłem się pięciu. Odpowiednio połączone mogą być bazą bardzo dobrego sosu czy zupy. Zresztą, wykorzystując lidlowe pomidory do zupy ustaliłem już idealną dla mnie proporcję: dwie puszki „zwykłych”, puszka ziołowych, puszka z cebulą i puszka pikantnych. Przy okazji: co jeszcze dodaję do mojej pomidorowej zdradzę już niedługo w dziale gotuJemy.

I trzeci powód do uśmiechu. Dobre pomidory w puszce kosztują około czterech złotych. I jest to standardowa cena za produkt, który nie będzie byle jaki. Tu Freshona bije konkurencję na głowę (na puszkę?). Bo kosztuje poniżej trzech złotych. A w promocji, która zdaje się być w Lidlu notoryczna, można je dostać za niecałe 2,30. Rewelacja.

Warto zwrócić uwagę, że Freshona to marka własna Lidla. A marki własne marketów niezbyt dobrze zazwyczaj się kojarzą i słabo wypadają w konfrontacji z uznanymi, koncernowymi konkurentami. Tu jednak mamy do czynienia ze smakowitym wyjątkiem. Produktem skromnym, niepozornym i, w przeciwieństwie do „luksusowych” pomidorów z mojego dzieciństwa, bez problemu dostępnym. A jednak wartym jednak uwagi i zrobienia mu miejsca na naszych kuchennych półkach i w naszych rozgrzanych garach. Szczerze, z uśmiechem na twarzy, polecam!

Tagi:

Share This
Close