Pomidor pleśniowyOd jakiegoś czasu dyskonty spożywcze, supermarkety zaskakują nas, dostarczając coraz więcej smakołyków z tzw. górnej półki. Nie ma już większego problemu z dostaniem dobrych serów, wyszukanych wędlin, lokalnych specjałów z różnych części Europy. Znakomita większość zachcianek smakoszy szukających światowych smakowych doznań może być spełniona. Wydawało mi się, że widziałem w sklepach już chyba wszystko. Jednak okazało się, że nie! Oto bowiem sieć Tesco zrobiła mi gigantyczną niespodziankę. Udało mi się, przez zupełny przypadek kupić smakołyk, o którego istnieniu nawet nie miałem pojęcia. Dzięki wczorajszym zakupom po raz pierwszy trafiły na mój stół… pomidory pleśniowe. Miałem do czynienia z pleśniowymi serami, jadłem wędliny, których skórka była pokryta cienką warstwą pleśni. Ale rarytas w postaci pleśniowych pomidorów to dla mnie coś zupełnie nowego.

Tesco bez wątpienia lubi miłośnikom nietypowych smaków sprawiać niespodzianki – na pierwszy rzut oka pomidory pleśniowe nie różnią się od zwykłych. W dodatku, żeby efekt zaskoczenia był jeszcze większy, są one sprzedawane jako zwykłe pomidory śliwkowe. Kiedy jednak rozerwiemy już folię chroniącą znajdujące się wewnątrz plastikowego opakowania czerwone pomidorki, czeka nas coś, czego się nie spodziewaliśmy. Naszym oczom ukazuje się urocza i wilgotna jak nadbiebrzańskie mokradła zgnilizna. Jest głęboka, zdecydowana i wciska się ochoczo w środek pomidora. Przypomina trochę ślad po uderzeniu wkurzonego Andrzeja Gołoty walczącego o mistrzowski pas. Ale to nie koniec. Dochodzimy do meritum. Oto bowiem na brzegach wspomnianej zgnilizny przycupnęły podłużne siedliska pleśni. Nie są może gigantyczne i nie zajmują wielkich obszarów pomidora. Daleko im na przykład do pleśni będącej nieodłączną częścią angielskiego stiltona czy francuskiego roqueforta. Delikatne, wąskie szaro – błękitno – białe pasy spokojnie czekają na swój samoistny rozwój, wyznaczając subtelną granicę rozciapanych fragmentów. Na pierwszy rzut oka praktycznie niewidoczne, skryte wśród swoich pomidorowych współbraci, po wyciągnięciu z pudełka i przyjrzeniu się cieszą wzrok, zdając się wesoło wołać: „Nawet Ci się nie śni ile tu jest pleśni!”. Brawo Tesco. Macie mnie. Należy wam się, jako pionierom rynku pomidorów pleśniowych, wielki ukłon.  Wasz produkt to bez wątpienia efekt wieloletnich prac dziesiątek, może nawet setek kucharzy, degustatorów, farmerów.

Jestem człowiekiem kulinarnie odważnym. Niestraszne mi pozornie prostackie podroby, podejrzanie pachnące wytwory serowarskiej fantazji i dzikie, egzotyczne receptury. Tu jednak poddałem się. I nie jest to nawet kwestia strachu. Spojrzawszy na kupione pomidory doszedłem do wniosku, że jeszcze nie dorosłem. Że moja świadomość kulinarna jest zbyt słaba i mała, by spróbować czegoś tak niezwykłego. Wiem jednak, że nadejdzie dzień, w którym znów odwiedzę najbliższe Tesco, a po powrocie do domu, po rozpakowaniu zakupów spotka mnie niezwykła szaro – błękitno – biała niespodzianka. Wtedy spróbuję. Obiecuję.

Co do oceny. Taki produkt trafił mi się po raz pierwszy. Jest chyba również pierwszy na rynku. Dlatego, jeśli jest numerem 1, najuczciwiej będzie, jeśli przyznam mu same jedynki.

Tagi: 

Share This
Close