Łaciaty serek meksykMarka Łaciate postanowiła za niewielkie pieniądze (2,90 zł) zabrać nas na szybką wycieczkę do Meksyku. Oferta, nie powiem, kusząca. Postanowiłem z niej skorzystać. Nie ukrywam, nie liczyłem od razu na szaloną fiestę, specjalnie dla mnie zagrany koncert mariachi czy radosne deformowanie piniaty. Miałem jednak nadzieję, że przynajmniej spróbuję na chwilę przenieść się w kącik meksykańskiej spiżarni. Okazało się, że jakie pieniądze, taka wyprawa.

Każda dobra wycieczka powinna mieć przewodnika. Tu w tej roli „meksykańskie” przyprawy: papryka, cebula, kumin, pieprz cayenne, pieprz czarny, czosnek i natka pietruszki. Na pierwszy rzut oka nieźle. Ale wczytawszy się dokładnie w opis serka zauważymy, że tego naszego przewodnika jest w całym produkcie… 2%. Można rzec, że marny to przewodnik, bo gubi się we własnym otoczeniu. W opakowaniu serka śmietankowego i mlecznego białka mamy, jak można obliczyć, 98%.

Okołopaprykowy posmak majaczy gdzieś daleko. Jednak odległość ta jest zbyt duża, żeby w stu procentach stwierdzić, że to właśnie on. Niektóre składniki wymienione na opakowaniu sugerują, że mogę się spodziewać jakiejś dawki pikantności. No cóż. Zamiast porządnego, albo przynajmniej przyzwoitego rąbnięcia ostrości mamy lekkie szczypanie. Nieśmiały pryszczaty nastolatek szczypiący w dorastający tyłek swoją, upatrzoną na szkolnej przerwie, koleżankę jest bardziej zdecydowany. Podsumowując to krótkie „turystyczno – smakowe” doznanie: zamiast radośnie popędzić w meksykańskie klimaty, poczułem tyle, co obdarzony lodowym sercem bohater „Królowej śniegu”, Kaj. Czyli niewiele.

Po stronie plusów dodatnich zapisuję skład (choć już nie jego proporcje) – nachalnych przedstawicieli tablicy Mendelejewa brak. Adios.

Tagi: 

Share This
Close