jana_wedzonySerek ten kupiłem w Lidlu (to ta złowroga niemiecka sieć, której przebrzydłą twarzą jest pewna bardzo niedobra dziennikarka, a fe!). Można go również kupić w innych sieciach, gdzie jest sprzedawany po prostu jako wędzony twaróg solankowy. Producentem jest spółdzielnia Jana ze Środy Wielkopolskiej.

Sympatyczne jest to to. I to bardzo. W odróżnieniu od zwykłego twarogu ma bardziej zdecydowany smak. Wybija się tu zarówno solankowy charakter, choć przewalenia solą na szczęście nie ma, jak i charakterystyczna nuta (a co! Muzycznie go!) uzyskana dzięki wędzeniu. Producent twierdzi, że ser jest wędzony prawdziwym dymem prawdziwych drzew liściastych. Nie pozostaje mi nic innego, jak uwierzyć. Moim zdaniem jest odpowiednio łagodny, nie za mdły przy tym i nadaje się zarówno do konsumpcji saute, jak i w formie na przykład kanapkowego dodatku. Jadłem go również jako zamiennik mozzarelli w zestawie z pomidorami. Tu było ciut gorzej. Nie tyle ze względu na smak, co na niefortunne rozciaputanie po połączeniu z oliwą. Właśni! Konsystencja to chyba jedyne „ale”, jakie mogę mieć do tego sera. Kilka razy (może miałem pecha) stopień jego… gliniastości był tak duży, że gdyby mój syn miał na lekcjach plastyki deficyt plasteliny, to z tego twarogu mógłby formować całkiem sympatyczne ludziki.

Kiedyś przeprowadziłem kulinarny eksperyment. Wykorzystałem ten ser, zamiast tradycyjnego białego, jako składnik farszu ruskich pierogów. I powiem Wam, że efekt był naprawdę niezły. Polecam!

Serek kosztował poniżej czterech złotych co czyni go dostępnym nawet po rewolucjach Morawieckiego.

Tagi: 

Share This
Close