Przez wiele długich lat moja własna głupota powodowała, że odbierałem otaczający świat w sposób dość ograniczony. Umiłowanie paskudnych używek spowodowało, że bardzo cierpiał mój smak oraz zapach (oraz wszystkie inne zmysły). Oczywiście, używki sprawiały, że z tego cierpienia zazwyczaj nie zdawałem sobie sprawy. Lub nie chciałem zdawać. Jednak jakiś czas temu nastąpił gwałtowny i zdecydowany przełom, który sprawił, że świat znów nabrał dla mnie niesamowitych i intensywnych barw, zapachów, smaków, dźwięków. A praktycznie każdego dnia odkrywam kolejne.

Co będzie potrzebne?

kalafior / seler / marchewka / por / pietruszka / cebula / szalotki / ziele angielskie / liść laurowy / curry / mielony kminek / cynamon / mielone ziele angielskie / sól / pieprz / ser mascarpone / masło / chleb żytni / kiełki rzodkiewki

  1. Na bazie marchewek, pietruszki, selera, cebuli, pora oraz sporej garści laurowych liści przygotowuję bulion. Doprawiam go zielem angielskim oraz solidną ilością soli i pieprzu. Lubię, kiedy bulion jest mocny, aromatyczny. Dzisiaj zaczynałem od 4 litrów wody do której dodałem 6 dużych marchewek, 3 wielkie pietruszki, dużego selera i dwa naprawdę niemałe pory. Gotowałem powoli, niespiesznie, aż zostało ok 2,5 litra fantastycznego wywaru.
  2. Do przelanego przez sito bulionu wrzucam wyczyszczone kwiaty kalafiora (2 dużo kalafiory będą w sam raz). Gotuję do miękkości.
  3. W międzyczasie na maśle (3 łyżki) duszę trzy pokrojone szalotki.
  4. Kiedy kalafior jest miękki dorzucam do niego gotowane w bulionie marchewki, pietruszkę i seler. Ich ilość będzie miała wpływ na konsystencję zupy. Dobieram je po prostu „na wyczucie”.
  5. Dodaję także szalotkę razem z masłem, na którym była duszona.
  6. Przykrywam i wszystko jeszcze przez kilkanaście minut duszę na wolnym ogniu.
  7. Odstawiam i częściowo blenduję
  8. Doprawiam cynamonem, mielonym zielem, mielonym kminkiem, curry. Ich dawka to tylko kwestia gustu, fantazji i potrzeb.
  9. Blenduję do konsystencji kremu.
  10. Dodaję ser mascarpone. Użyłem 250 gramowego opakowania.
  11. Mieszam, dokonuję ostatniej, minimalnej „korekty” solą i pieprzem. Jeszcze na sekundkę na ogień.
  12. Podaję z grzankami z razowego chleba na zakwasie oraz kiełkami rzodkiewki.
  13. Wącham, smakuję i dochodzę do wniosku, że życie może być piękne.

Słodycz którą dają gotowane warzywa. Ostry smak przypraw i kiełków. Słona nuta, której źródłem jest bulion. Lekko kwaśna razowa grzanka. Cztery strony smaku. A do tego pobudzająca, sprawiające wrażenie nieskończonej, mieszanina ziołowo – warzywnych aromatów. Skrzyżowanie niezwykłych, ułożonych na wielu poziomach dróg, w które wyruszasz dostarczając zabawy zmysłom. Nie siedź. Spróbuj. Smacznego!

Close