Za to, co dziś napiszę, niejeden Bolończyk zatłukłby mnie mortadelą, a Modeńczyk utopił w beczce balsamicznego octu. Ale opisując „eskapady boloniańskie” muszę wspomnieć o mieście, które leży naprawdę niedaleko, a warte jest odwiedzenia. Mówię o Modenie.

Każdy, kto w kuchni potrafi odróżnić garnek od czajnika i kuchenkę od lodówki kojarzy najsłynniejszy modeński produkt, wspomniany powyżej ocet balsamiczny. Jednak nie na nim, nie na punktach, w których można go kupić, będę się skupiał. Bo są w Modenie dwa miejsca którym chcę poświęcić ten krótki wpis.

Pierwsze z nich to Mercato Albinelli. Targowiska uwielbiam, włoskie hale targowe kocham (pisałem już o bolońskim Mercato dell Erbe), a modeńskie Mercato Albinelli obdarzyłem najszczerszym, głębokim uczuciem od pierwszego wejrzenia. Niesamowity klimat, świeżość, barwy, aromaty. Świeże owoce i warzywa, domowe pasty, całe mnóstwo wędlin i serów, ryby i owoce morza. Esencja prawdy o włoskiej kuchni. Po prostu.

Drugie miejsce, do którego (przed które) musicie się udać, to dla wielu jeden z najważniejszych punktów na kulinarnej mapie Świata. Osteria Francescana, bo o niej mowa, jest uważana przez krytyków za najlepszą restaurację globu, a jej twórca i szef Massimo Bottura za kuchennego wizjonera i geniusza. Poświęcę im, czyli i miejscu, i szefowi, osobny wpis. Powiem tylko, że przechodząc obok skromnych drzwi Osterii człowiek nawet nie podejrzewa, że tuż obok dzieją się prawdziwe cuda.

Na koniec jestem winien wyjaśnienie, o co chodziło w pierwszym akapicie, w którym sugerowałem czyhające na mnie ze strony bolończyków bądź modeńczyków niebezpieczeństwa. Otóż piszę o Modenie w minicyklu „Bolonia. Ukryte smaczki”. Jest to równie niestosowne, co opisywanie toruńskich pierników jako przysmaku rodem z Bydgoszczy, czy zielonogórskich winnic jako turystycznej atrakcji Gorzowa Wielkopolskiego. Umówmy się po prostu, że z powodów porządkowych nowego działu w blogu nie będę tworzył, a jako Bolończyk z wyboru, otworzę serce i  w dziale poświęconym mojemu ukochanemu miastu ugoszczę notkę poświęconą Modenie.

Jak dotrzeć do Modeny z Bolonii?

Najprostszy i najtańszy sposób na dojechanie z Bolonii do Modeny to pociąg. Co kilkadziesiąt minut odjeżdżają z bolońskiego dworca składy, w których możemy rozgościć się za dosłownie kilka euro. Podróż trwa ok. pół godziny.

Zdjęcia: Żona Najlepsza Monika

Kliknij ikonę Instagrama i zobacz więcej fajnych zdjęć.
Close